F-16 z bliska – z wizytą w bazie polskich Jastrzębi

Wędrując przez rozległe tereny bazy w Krzesinach ma się wrażenie, że trafiło się do polskiego Miramar – prawdziwego Fighter Town („miasteczka myśliwców”). Wszędzie widać nowe lub odnowione budynki, jest sieć ulic, przystanki autobusowe, chodniki oznaczone jako droga również dla rowerów, choć oczywiście wstęp jest ściśle kontrolowany. Gdzieś tam widać jeszcze pozostałości bunkrów z czasów wojny, a znaki, że obecnie stacjonują tam F-16 są równie dumnie eksponowane, co historia lotniska ze znakomicie odrestaurowanym MiGiem-21MF n/b 9111 na honorowym miejscu.

31 Baza Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach pod Poznaniem jest domem dla największej formacji w Polskich Siłach Powietrznych, która powstała w 2008 roku z połączenia 3 i 6 Eskadry Lotnictwa Taktycznego. Obecnie liczy ona 32 samoloty F-16 C i D w wersji Block 52+. Baza powstała na gruzach fabryki samolotów Focke-Wulf z 1941 roku, przy której wybudowany był funkcjonalny pas startowy. Sama fabryka została zbombardowana w 1944 roku przez B-17 i B-24 amerykańskiej 8. Armii Powietrznej. Polskie siły przejęły lotnisko dopiero w 1954 roku od Armii Czerwonej.

Podczas święta urodzin 31 BLT na płycie lotniska prezentował się m.in. samolot F-16C o numerze bocznym 4056 w charakterystycznym malowaniu grupy Tiger Demo Team. W sieci można znaleźć bardzo dużo zdjęć tej maszyny robionych przez samych pilotów podczas różnego rodzaju pokazów demonstracyjnych.

Na jednej końcówce skrzydła był pocisk AMRAAM w wersji treningowej CATM-120C, a na drugiej jakaś wersja rejestratora AN/ASQ-T50 TCTS. Widać też dodatkowe zbiorniki konforemne na kadłubie oraz centralny zbiornik pod spodem.

Drugim samolotem na płycie lotniska był dwumiejscowy F-16D z konforemnymi zbiornikami oraz tzw. „spinem” (kręgosłupem) biegnącym od kabiny do ogona, gdzie mieści się dodatkowa elektronika i awionika. Maszyna o numerze bocznym 4080 miała już standardowy, militarny kamuflaż polskich jastrzębi.

Nasze F-16 mają spadochron hamujący w tylnej części ogona.

Warto zwrócić uwagę, że mimo polskiego kamuflażu, wszelkie napisy eksploatacyjne i ostrzegawcze są w języku angielskim, z wyjątkiem górnego podpisu nad trójkątem ostrzegawczym fotela katapulty, gdzie zamiast „Danger” widnieje „Uwaga Niebezpieczeństwo”. Standardowe oznakowanie to zapewne zunifikowane wymogi bezpieczeństwa baz NATO, zresztą polscy piloci oraz obsługa samolotów nie stosują polskiej terminologii i z powodzeniem używają angielskich określeń np. „steerpoint”, TMS, zarówno podczas swobodnych rozmów, jak i komunikacji radiowej.

Jedną z większych atrakcji była możliwość zajęcia miejsca w kokpicie F-16C. Oczywiście dostępna wersja nie dotyczyła aktualnie używanego do zadań bojowych samolotu. Był to model, który przestał latać już pod koniec lat 80., bodajże Block 15, czyli dużo bardziej analogowy od wersji Block 50 z DCS World, niemniej już z większością ergonomii i funkcjonalności ze znanego nam kokpitu. Samolot ten nigdy nie latał w Polskich Siłach Powietrznych, a został przekazany jako naziemna pomoc naukowa i „samolot-laboratorium”. Łącznie Polska dostała dwie takie maszyny – jedna stoi w Krzesinach, a druga służy studentom w szkole w Dęblinie.

Niestety, regulamin bazy zabrania robić zdjęcia kokpitów samolotów – nawet w przypadku tak starej maszyny.

Moje wrażenia mogę więc jedynie opisać. W kabinie jest generalnie mało miejsca, trudno wejść nie depcząc butami po siedzisku, ale ergonomia jest naprawdę wzorowa. Siedzi się bardzo komfortowo i zupełnie nie czuć, że fotel jest odchylony do tyłu, by zapewnić lepsze G. Joystick Thrustmastera okazuje się idealną kopią prawdziwego – metalowy dotyk, rozmiar – wykonanie w punkt. Przepustnica jest też chyba nieco bardziej komfortowa od tej z A-10 i szkoda, że TM przestał produkować zestaw Cougar.

W kokpicie wszystko jest wygodnie dostępne na wyciągnięcie ręki, jedynie przełączniki pod łokciem wymagają małej gimnastyki. Tak łatwa dostępność do przełączników mogłaby powodować możliwość przypadkowego ich przestawienia, dlatego większość „switchów” wymaga lekkiego uniesienia w górę przed przełączeniem „przód-tył”.

W końcu dowiedziałem się do czego służy dziwna wajcha widoczna w DCS-owym kokpicie i okazuje się, że to składany podłokietnik, co zresztą wydaje się teraz oczywiste. Inaczej pilot musiałby kurczowo zginać rękę w niewygodnej pozycji przy dłuższym manewrowaniu.

Na szczęście zabytkowy kokpit nie był jedynym dostępnym. Do tego właściwego w wersji Block 52+ można było zajrzeć przez szybę i generalnie jest to ten sam układ, jaki widać w F-16C w DCS World. Jedyną rzucającą się na pierwszy rzut oka małą modyfikacją jest środek wysokościomierza barometrycznego, w którym analogowy wskaźnik pułapu zastąpiono cyfrowym wyświetlaczem. Oczywiście różnic jest zapewne nieco więcej, choćby ze względu na bardziej zaawansowaną awionikę, ale zdecydowanie nie jest to żaden „szklany kokpit” obecny chyba dopiero od Block 70.

Kolejną atrakcją była mini-wystawa uzbrojenia. Można było podziwiać ogromnych rozmiarów bombę Mk-84 w wersji naprowadzanej laserem GBU-24 oraz GBU-31 JDAM naprowadzanej GPS. Niebieski kolor oznacza niegroźny model treningowy, ponieważ ze względów bezpieczeństwa żadne uzbrojenie nie ma prawa znaleźć się w hangarze z samolotami. Prawdziwa broń jest podwieszana w specjalnie wyznaczonych strefach i uzbrajana tuż przed wytoczeniem się samolotu na pas. Takich wersji treningowych nie zabiera się też w powietrze. Są wykorzystywane do ćwiczeń obsługi naziemnej, np. podwieszania, transportu.

Dowiedziałem się także, że w Polsce nie odbywają się żadne ćwiczenia z bombami GBU-24 i GBU-31 JDAM. Po prostu nie mamy wystarczająco dużego poligonu na ich ładunek. Nasi piloci trenują z tym uzbrojeniem tylko w dwóch miejscach na świecie podczas wizyt szkoleniowych – w Nellis w Nevadzie i na Alasce.

Tuż obok można było podziwiać bombę szybującą AGM-154C JSOW o wielkości kajaka, oczywiście w wersji ćwiczebnej DATM-154C. Warto zwrócić uwagę na wersję C – z ładunkiem do niszczenia wzmocnionych celów – w odróżnieniu do kasetowego ładunku wersji A obecnego w DCS World.

Jeszcze większy okazał się pocisk AGM-158 JASSM w użyciu od 2009 roku o obniżonej wykrywalności. W swojej podstawowej wersji ma zasięg 370 kilometrów.

Nie obyło się bez pokazu akrobacji, ale tutaj trochę zabrakło mocy w obiektywie.

Na płycie lotniska wystawiono także historyczny przegląd maszyn z Krzesin.

Ale nie ma to jak F-16!

One Reply to “F-16 z bliska – z wizytą w bazie polskich Jastrzębi”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *