Helikopter w ogniu – historia prawdziwa. Operacja Gothic Serpent, co zmieniono w filmie Black Hawk Down

„Helikopter w ogniu” (Black Hawk Down) Ridleya Scotta z 2003 roku uznawany jest za jeden z najbardziej realistycznych filmów ukazujących współczesne pole walki oraz całkiem bliskie trzymanie się faktów. Świetne zdjęcia i dbałość o detale to jedno, ale kino oraz polityka rządzą się swoimi prawami i również w tym przypadku znalazło się sporo różnic pomiędzy rzeczywistymi i filmowymi wydarzeniami.

Dlaczego z bitwy nie zachowały się praktycznie żadne oryginalne zdjęcia czy relacje prasowe, pomimo że wcześniejsza wojna w Iraku była transmitowana w telewizji  na żywo przez cały czas? Jaką rolę naprawdę odegrał sierżant Eversmann (główny bohater filmu grany przez Josha Hartnetta) i ile śmigłowców łącznie zestrzelono? Dlaczego całe miasto ruszyło do walki z żołnierzami, którzy przywozili i rozdawali żywność w kraju pełnym głodujących ludzi? Jak bardzo różni się film od faktycznych wydarzeń i czego nie pokazano widzom?

Załoga i oddział Delty przy śmigłowcu Wallcota Super 6-1 „Thunderstruck”

Cena prawdy – właściwe śmigłowce

Ponoć pierwsza wersja scenariusza filmu posiadał wiele momentów kwestionujących obecność  żołnierzy USA w Somalii i stawiała trudne pytania. Ridley Scott potrzebował jednak śmigłowców i negocjacje z Departamentem Obrony w sprawie wypożyczenia maszyn były długie i trudne. Jednym z warunków stawianych przez Pentagon w zamian za użyczenie do filmu prawdziwych śmigłowców MH-60 Black Hawk, było przedstawienie amerykańskich żołnierzy w dobrym świetle – właściwe uhonorowanie ich odwagi i poświęcenia. Po miesiącu od rozpoczęcia zdjęć wciąż jeszcze nie było wiadomo, czy filmowcy będą mogli ich użyć. Reżyser miał w rezerwie stare, pamiętające swoją konstrukcją wojnę w Wietnamie śmigłowce UH-1 Huey, które miały być awaryjnie dostarczone z Niemiec i przemalowane na czarno.

Kontrowersyjne sceny ze scenariusza w końcu usunięto i w ostatniej chwili decydenci z armii, zadowoleni, że wydarzenia zostaną przedstawione w pozytywnym świetle i z szacunkiem dla walczących tam żołnierzy, dali zielone światło. Dwa potężne samoloty transportowe C-5 Galaxy przywiozły cztery Black Hawki na miejsce kręcenia zdjęć w Maroku. W wysokobudżetowym filmie, który całkiem dobrze oddaje szczegóły wyposażenia i uzbrojenia żołnierzy z tamtego okresu, charakterystyczny Huey wyglądałby conajmniej dziwnie i zaprzeczał oryginalnej wersji tytułu filmu oraz książki Marka Bowdena, która była bazą do jego powstania.

Ale przez zmiany w scenariuszu i inne uproszczenia eksperci zarzucają filmowi pokazywanie nieprawdziwego obrazu Somalii. Nie zawarto w nim żadnych aspektów kulturowych odróżniających Somalię od innych krajów afrykańskich, nie słychać tam nawet prawdziwego języka, jaki obowiązuje w Mogadiszu. Po premierze pojawiły się również protesty ze strony rządów Malezji i Pakistanu, których wojska stacjonowały tam w ramach sił ONZ, o umniejszenie, zmarginalizowanie udziału ich żołnierzy w całej akcji.

„Przywrócić nadzieję” – tło wydarzeń poprzedzających bitwę o Mogadiszu

Pierwsze minuty filmu dość oszczędnie wprowadzają nas w sytuację polityczną Somalii i rolę USA w tych wydarzeniach. Rzeczywistość była jednak o wiele bardziej skomplikowana, z wieloma odcieniami szarości, jak to w polityce bywa. Na początek powinniśmy rozróżnić dwuetapową obecność Amerykanów w Somalii i stopniowo zmieniające się cele operacji.

Oddziały USA wylądowały tam jako część dużych, międzynarodowych sił ONZ – było to kilka batalionów Piechoty Morskiej (Marines) oraz 10. Dywizja Piechoty Górskiej (10th Mountain), wysłane do Mogadiszu w grudniu 1992 roku, w ramach operacji „Przywrócić nadzieję” (Restore Hope). Mieli oni zająć się ochroną dostaw żywności dla głodującego kraju, w którym rolnictwo zostało praktycznie całkowicie zniszczone w wyniku wojny domowej pomiędzy klanami. Amerykanie pełnili tam funkcję sił szybkiego reagowania, obok stacjonujących tam już wojsk z ramienia ONZ.

Jedno z nielicznych, autentycznych ujęć pokazujących Rangersów na ulicach Mogadiszu. Żródło: Wikipedia

Spirala przemocy

W marcu 1993 roku w Etiopii odbyło się spotkanie wszystkich znaczących grup i klanów w Somalii, które ustaliły szczegóły współpracy przy odbudowie kraju i zapewnieniu pokoju pod czujnym okiem ONZ. Pomimo wcześniejszej ugody, jeden klan wywyższał się nad inne, a jego przywódca widział tylko siebie na czele nowych struktur władzy w kraju. Był to klan Habar Gidir z Mohammadem Farraha Aididem. Aidid nie zamierzał z nikim dzielić się władzą. Organizacja Narodów Zjednoczonych, traktująca wszystkie ugrupowania tak samo, na równi, stała się jego głównym wrogiem. Rozpoczął swoją własną wojnę z siłami ONZ, by je zastraszyć i wygonić z kraju. Najpierw powstała propagandowa stacja radiowa, głosząca m.in. ostrzeżenia o planach kolonizacji Somalii przez inne państwa, ale metody szybko przybrały dużo ostrzejszy wymiar.

AH-1W Super Cobra USMC w Somalii, w marcu 1993. Źródło: awm.gov.au

5 czerwca doszło do zasadzki na pakistańskich żołnierzy. 57 zostało rannych, a 24 zabitych. Dla mocniejszego wydźwięku – wypatroszono ich i obdarto ze skóry. Dzień później ONZ dało zielone światło dla aresztowania członków klanu Habar Gidir, by ukarać winnych masakry. Amerykanie z 10. Górskiej przystąpili do działania, urządzając rajdy na różne pomniejsze cele.

Punktem zwrotnym okazał się dzień 12 lipca, kiedy to kilku ważnych prominentów klanu Habar Gidir  zebrało się razem z innymi, by przedyskutować pokojową propozycję amerykańskiego admirała Howe’a i przewodniczącego ONZ. Nie wszyscy byli bowiem tak radykalni jak Aidid. Wielu słusznie uważało, że kraj można odbudować tylko współpracą i otwarciem się na pomoc innych państw. W spotkaniu, oprócz samych sprawców zamachu na Pakistańczyków, uczestniczyli ludzie wykształceni, cieszący się wielkim poważaniem w całej Somalii i często sprzeciwiający się metodom Aidida – po prostu elita intelektualna tego biednego kraju. Krótko po rozpoczęciu narady, na miejsce spotkania nadleciały śmigłowce szturmowe AH-1 Cobra, które otoczyły wianuszkiem kompleks budynków. W stronę zabudowań poleciało łącznie 16 pocisków kierowanych TOW, zamieniając miejsce w gruzowisko.

Mural w Mogadiszu upamiętniający Krwawy poniedziałek. Źródło: Wikipedia

ONZ podawało potem oficjalną liczbę 20 zabitych mężczyzn, lecz dane Czerwonego Krzyża mówiły o ponad 50 ofiarach (w tym kobiety i dzieci) oraz 200 rannych, a Somalijczycy twierdzili, że w ataku zginęło ponad 70 osób. Tuż po eksplozjach na pobojowisko udało się czterech zachodnich dziennikarzy, którzy zostali zlinczowani przez rozwścieczony tłum i właśnie to wydarzenie zdominowało doniesienia wiadomości oraz nagłówki w gazetach.

Zachodnie media rozpisywały się więc o śmierci czterech reporterów, zwłaszcza młodego Brytyjczyka Dana Eldona, całkowicie marginalizując atak rakietowy i zabójstwo somalijskich elit. Przestraszone agencje prasowe wycofały z kraju prawie wszystkich swoich przedstawicieli. To właśnie przez to październikową „bitwę o Mogadiszu” dokumentują jedynie nieliczne zdjęcia robione przez samych Somalijczyków.

Akcja z 12 lipca, która przeszła do historii Somalii jako „Krwawy poniedziałek” rozpoczęła otwartą falę nienawiści do Amerykanów, już nie tylko ze strony radykałów z klanu Habar Gidir, ale całego narodu Somalijczyków. Wszelkie nadzieje na odbudowę kraju pod egidą ONZ legły pod gruzami tego jednego, zniszczonego domu, gdzie odbywało się spotkanie.

Aidid skierował teraz wszystkie swoje działania bezpośrednio na wojska USA. Na początku sierpnia 1993 zdalnie detonowana bomba zabiła czterech żołnierzy 10. Górskiej. Dwa tygodnie później rannych zostało siedmiu innych. Prezydent Bill Clinton musiał jakoś pokazać opinii publicznej, że nie siedzi z założonymi rękami i 22 sierpnia 1993 roku do Somalii wyruszyły jednostki i formacje skupione jako Task Force Ranger. 

Rangersi z 3. Batalionu z grupy Task Force Ranger w Somalii. Źródło: Wikipedia

Kontyngent około 400-450 żołnierzy Task Force Ranger składał się tym razem z samej śmietanki sił specjalnych USA: szwadronu C oddziału Delta Force pod dowództwem kapitana Millera, komandosów Seal Team Six (DEVGRU), pilotów formacji 160th SOAR – Night Stalkers, kontrolerów i ratowników lotniczych United States Air Force Pararescue „PJ”, 3. Batalionu Rangersów pod dowództwem kapitana Steela, piechoty morskiej 9th Marines i 13the MEU. W rejonie była też grupa uderzeniowa lotniskowca CVN-72 USS Abraham Lincoln. Ich zadaniem nie było już zabezpieczanie dostaw żywności w ramach operacji „Przywrócić Nadzieję”, a wyłącznie pojmanie przywódcy klanu Habar Gidir – Mohammada Farraha Aidida – lub trwałe zniszczenie struktur jego organizacji w zupełnie nowej misji: operacji „Gothic Serpent”. Niestety, swoimi działaniami wywołały one jeszcze więcej zamieszania i kolejne pokłady nienawiści u zwykłych mieszkańcach Somalii.

Task Force Ranger w Somalii

Dowodzący Task Force Ranger generał Garisson chciał utrzymać w szachu i ciągłej niepewności klanowych bojowników co do właściwych akcji,  dlatego codziennie organizował dwa, trzy loty śmigłowców nad centrum Mogadiszu. Dla nudzących się w bazie żołnierzy była to jedna z nielicznych rozrywek. Niesamowicie wyszkoleni piloci ze 160th SOAR fundowali im wtedy przejażdżki niczym kolejką górską, co chwila nurkując tuż nad ziemię, by za chwilę poderwać maszynę w górę.

To co było frajdą dla jednych, dla mieszkańców miasta oznaczało zwykłe nękanie. Piloci często zawieszali śmigłowce bardzo nisko, tuż nad ruchliwymi skrzyżowaniami czy straganami, co powodowało na ziemi istny chaos. Czasem przechylali helikopter ostro do przodu, powodując silną falę podmuchu wirnika skierowaną prosto na grunt, a to zrywało dachy z lichych domów, demolowało prymitywne toalety na podwórzach, rozrzucało kupcom towary ze straganów czy zdzierało luźno noszone suknie u kobiet. Udokumentowany jest przypadek, kiedy to podmuch wirnika wyrwał z rąk dziewczyny niemowlę. Dziecko jakimś cudem przeżyło, poturlawszy się pod drzwi chaty.

W filmie widać scenę, gdy bojówki Aidida otwierają ogień z karabinu maszynowego do tłumu ludzi czekającego na przekazanie żywności z darów. Klany rzeczywiście przejmowały większość pomocy humanitarnej dla mieszkańców, ale incydent (dość niejasny) z masowym ostrzelaniem tłumu mają na sumieniu również Amerykanie. 9 września grupa żołnierzy z 10. Górskiej wpadła w zasadzkę i została zaatakowana przez ludzi Aidida. Na pomoc wysłano śmigłowce, które użyły rakiet TOW i działek minigun. Oficjalne raporty nie podają liczby zabitych Somalijczyków, ale nieoficjalne doniesienia mówią o ponad setce ofiar.

Członkowie somalijskiego klanu w „Technical”. Źródło: Wikipedia

Na niekorzyść Amerykanów działał tu fakt, że nie walczyli oni z regularnym, umundurowanym wojskiem, a po prostu z wielkim tłumem ludzi, w którym uzbrojeni i strzelający z karabinów bojownicy stali ramię w ramię z niegroźnymi cywilami. Zachowania Somalijczyków były dla żołnierzy tak dziwne i obce, że nadane im przezwisko “skinnies” (cherlaki) nie odnosi się do tego, że byli zwykle bardzo szczupli, ale do nazwy jednej rasy kosmitów z książki “Żołnierze kosmosu”.

Somalijskie bojówki, a także te w innych krajach, często używają samochodów typu pick-up z zamontowanymi karabinami maszynowymi, które nazywane były przez żołnierzy (w języku angielskim) „technicals”. Pochodzenie tego słowa jest dość ciekawe i generalnie związane z pozytywnym działaniem – pomocą humanitarną. W czasach niesienia faktycznej pomocy, organizacje zajmujące się pomocą humanitarną często zatrudniały lokalne gangi i klany do ochrony swoich placówek czy też przejazdów przez Somalię. Wydatki na taką działalność oficjalnie księgowano pod hasłem „pomoc techniczna”.

Zestrzelenie pierwszego z czterech Black Hawków

Dla lokalnych mieszkańców amerykańskie śmigłowce były więc synonimem strachu i cierpienia. Aidid dobrze o tym wiedział. Gdyby tylko udało mu się strącić z nieba potworną maszynę, jego notowania wśród zwykłej ludności urosłyby ponad wszelką miarę. Nie było to jednak takie proste – potężne Black Hawki mogły znieść spory ostrzał z broni maszynowej, a klan nie dysponował wyrzutniami rakiet ziemia – powietrze. Próbowano więc szczęścia wykorzystując przeznaczone do czegoś zupełnie innego wyrzutnie granatów RPG.

Sukces nadszedł 25 września – tydzień przed bitwą o Mogadiszu. Za pomocą RPG bojówki klanu trafiły bezpośrednio śmigłowiec Black Hawk – Courage 53. Mocno uszkodzona maszyna zdołała dolecieć na przyjazny teren, gdzie wykonano awaryjne, twarde lądowanie. Dwóch pilotów przeżyło, ale trzech członków załogi z tyłu zginęło od trafienia RPG.  To wydarzenie miało kluczowe znaczenie dla tego, co stało się 3 października. Ludzie Aidida uwierzyli, że amerykańskie śmigłowce nie są niezniszczalne i można je pokonać, dlatego z taką siłą i determinacją przystąpiono do ataku kilka dni później, wciągając Amerykanów w największą bitwę miejską od czasów wojny w Wietnamie (aż do roku 2004 i bitwy o Faludżę).

Ludzie Garissona potrzebowali natomiast szybko jakiegoś sukcesu, gdyż najlepiej wyszkolone oddziały szturmowe zaliczały wpadkę za wpadką, jak choćby omyłkowe aresztowanie pracowników ONZ podczas jednej z akcji w terenie. Informacja wywiadu o zaplanowanym na 3. października spotkaniu czołowych przedstawicieli klanu Habar Gidir, zapowiadało się na dobrą okazję, by poprawić swój wizerunek!

_______

Tak z grubsza prezentowała się sytuacja bezpośrednio przed wydarzeniami pokazanymi w filmie. Dalszy rozwój możemy już zobaczyć w filmie „Helikopter w ogniu”, który dość dobrze oddaje wiele detali i przebieg akcji, ale równocześnie wprowadza też sporo zmian lub pomija pewne istotne wydarzenia, choćby po to, by utrzymać właściwe tempo akcji i zmieścić się w akceptowalnej długości – kino rządzi się jednak swoimi prawami. Spójrzmy jednak na główne różnice pomiędzy faktycznym przebiegiem bitwy, a jej filmową wizją.

Przed misją „Irene”

Wiele drobnych szczegółów w filmie pokazujących okres przed akcją rzeczywiście miało miejsce. Żołnierze urządzali sobie polowania strzelając ze śmigłowców do guźców. Trochę inaczej miało wyglądać aresztowanie księgowego Aidida – Osmana Atto. Dokonali tego komandosi Navy Seals z elitarnej formacji DEVGRU, a nie Delty, Atto miał podróżować starym Fiatem 124, a nie nowym SUVem. Osman utrzymuje też, że podczas aresztowania zginęło kilku ludzi, a jego auto miało ponad 50 dziur po kulach.

Specjalista John „Grimsey” Grimes

Na liście nazwisk żołnierzy walczących w Somalii nie znajdziemy Grimes’a – postaci granej przez Ewana McGregora, który był maniakiem parzenia kawy i biegle pisał na klawiaturze. Ale nie jest to zupełna fikcja. Zamiłowanie do kawy miał Ranger John Stebbins, który za swoje zasługi na polu walki otrzymał nawet Srebrną Gwiazdę. Na krótko przed rozpoczęciem produkcji filmu, Stebbins został jednak skazany za molestowanie i zgwałcenie dziecka. W okresie wejścia filmu do kin odsiadywał już wyrok trzydziestu lat więzienia. Choć producenci utrzymują, że zmiana nazwiska była zabiegiem czysto „filmowym”, to ponoć Pentagon wymusił na nich zatarcie oficjalnych śladów po żołnierzu – pedofilu.

Starszy sierżant Norman „Hoot” Gibson

Grany przez Erica Banę, nieustraszony żołnierz legendarnej Delty Force Norman „Hoot” Gibson, kultowością przebił wszystkie inne postacie z filmu. Na wielu stronach internetowych możemy przeczytać, że był on kompletnie fikcyjnym bohaterem – ale prawda jest taka, że oparto go na dwóch prawdziwych operatorach. Główną osobą był tu Norman „Hoot” Hooten, rzeczywiście biorący udział w akcji w Mogadiszu. W czasie gdy film wchodził na ekrany kin, Hooten działał z Deltą w Afganistanie, jako jeden z pierwszych wysłanych tam po zamachach z 11 września. Drugi wzór to były Ranger i operator Delty w czasie akcji – John „Mace” Macejunas. Autor książki „Helikopter w ogniu” pisze o nim, że był on najbardziej „cool” gościem w ekipie, o wyglądzie kalifornijskiego surfera. Pierwotnie rolę Hoota miał zagrać Russel Crowe, ale okres zdjęć kolidował z jego pracą nad „Pięknym umysłem”. Eric Bana został wybrany po ścisłej rekomendacji jego osoby przez Crowe’a.

Stosunki Delty z Rangersami

Większość operatorów Delty Force nie cierpiała  młodych, narwanych Rangersów, uważając, że w walce będą dla nich tylko kulą u nogi. Dla tych drugich z kolei wyluzowani i działający poza regulaminem komandosi byli niczym superbohaterowie, wzorcem do naśladowania, co przeklinał dowodzący Rangersami kapitan Steele. Obecność Delty wśród młodych żołnierzy przyczyniała się do łamania regulaminu, co znalazło potwierdzenie choćby w tym, że żaden z Rangersów nie zabrał na misję gogli noktowizyjnych, czego później bardzo żałowano. Kapitan Steel naprawdę zwrócił uwagę Hootenowi z Delty w kantynie, że paraduje po niej z odbezpieczoną bronią.

„Kreda” i cena AK-47 w Somalii

Oznaczenia oddziałów biorących udział w akcji słowem „Chalk” czyli „kreda” to tradycja z czasów II wojny światowej, kiedy to kredą pisano na plecach spadochroniarzy numer samolotu. Później, w czasie wojny w Wietnamie, kredą oznaczano helikoptery biorące udział w danej misji.

W paru scenach na filmie widać stragan z bronią palną, sprzedawaną niczym ziemniaki. Koszt karabinu AK-47 z pełnym magazynkiem w Somalii wynosił wtedy równowartość 12 dolarów, czyli około 43 zł.

Misja „Irene”, 3 października 1993

Choć w filmie Ridleya Scotta mamy całkiem pokaźną liczbę bohaterów od razu zapadających w pamięć, to żołnierzy ze swoimi własnymi dramatycznymi historiami było oczywiście o wiele więcej. Reżyser trochę pozmieniał losy niektórych z nich i skoncentrował się na kilku głównych postaciach. Nie sposób przytoczyć tu wszystkich szczegółów i zmian w tej pełnej chaosu bitwie, dlatego spróbujmy wymienić te najbardziej istotne lub ciekawe.

Blackburn wypada z Black Hawka

W filmie widać, jak sierżant Eversmann jest świadkiem wypadnięcia Blackburna, który nie złapał dobrze liny, bo helikopter wykonał akurat unik przed nadlatującym RPG. W rzeczywistości Eversmann był wtedy zajęty naprawą urwanego paska od gogli i nieprzytomnego Blackburna zobaczył dopiero na ziemi. Na nagraniach wojska nie widać żadnego RPG, a przyczyną upadku mógł być fakt, że Blackburn wyjątkowo pełnił rolę amunicyjnego dla strzelca karabinu M60 i był o wiele ciężej obładowany niż zwykle. Sam Blackburn ponoć odzyskał w pełni sprawność fizyczną, ale nie pamięta momentu wypadku.

Friendly-fire

Niebezpieczna sytuacja z „friendly-fire” wydarzyła się naprawdę i jest obecna tylko w wersji reżyserskiej filmu. W pewnym momencie do żołnierzy Delty zabezpieczających cel misji otwarto ogień z karabinu maszynowego M249. Dopiero po kilku ostrych komunikatach radiowych przerwano ostrzał. Według wszystkich świadków do Delty strzelali omyłkowo Rangersi z zespołu Chalk Two. Winowajca nie odnalazł się, a za incydent wziął odpowiedzialność sierżant Lycopolus, bo to właśnie jeden z jego ludzi się pomylił. Wypadek potwierdzał w pewnym sensie różnice w wyszkoleniu pomiędzy Deltą, a często narwanymi, młodymi Rangersami.

Nelson, Twombly, Yurek i ogłuszająca salwa z M249

Nelson i Twombly nie zostali sami we dwójkę na ulicy tuż po desancie, by później połączyć się z samotnym Yurkiem, jak pokazuje film. Nelson znalazł się razem z DiTomasso i Waddellem w grupie Rangersów. Wszyscy widzieli zestrzelenie śmigłowca i zostawiając część oddziału, udali się na miejsce katastrofy w sile ośmiu ludzi. Dobiegli do celu praktycznie równocześnie z lądowaniem śmigłowca Little Bird – Waddell wspomina, że pilot posadził maszynę mając zaledwie centymetry odstępu między wirnikiem, a ścianami budynków. Sierżant Yurek rzeczywiście wpadł w pewnym momencie do sali lekcyjnej somalijskiej szkoły, co wywołało głośny płacz zgromadzonych dzieci. Nie był jednak sam i został tam przez jakiś czas, aż dostał rozkaz połączenia się z oddziałem porucznika DiTomasso. Yurek, Twombly i Nelson spotkali się dopiero niedaleko wraku, i to w dużo liczniejszej grupie. Wtedy doszło też do incydentu, w którym Nelson ogłuchł na kilka godzin od salwy z M249 wystrzelonej przez Twombly’ego tuż przy jego uszach.

Sierżant Eversmann spędził bitwę w Humvee

W filmie sierżant Eversmann grany przez Josha Hartnetta jest jedną z głównych postaci i wraz ze swoim oddziałem przemierza ulice Mogadiszu do miejsca katastrofy, bohatersko broniąc pozycji przy Black Hawku aż do przybycia posiłków. W rzeczywistości resztki oddziału Eversmanna dotarły do konwoju podpułkownika McKnighta tuż po zestrzeleniu pierwszego Black Hawka i wszyscy ruszyli do celu w pojazdach. Sam Eversmann znalazł się w ciasnym Hummerze leżąc na plecach, praktycznie bez żadnej możliwości obserwacji terenu czy prowadzenia ognia i błądził przez cały czas razem z kolumną pojazdów, aż dojechał tak na miejsce spotkania z siłami ONZ na stadionie.

Wysiadł z konwoju McKnighta w opłakanym stanie. Jego cały mundur przesiąknięty był krwią innych rannych, z którymi tłoczył się w pojeździe. Kiedy wysiadł, otoczyła go więc gromada sanitariuszy. Wściekły Eversmann krzyczał, że nic mu nie jest, co potęgowało jeszcze zabiegi medyków, bo wielu rannych w szoku pourazowym właśnie tak się zachowuje. W końcu Eversmanna oddelegowano z paroma zdolnymi do walki ludźmi do ochrony lotniska, na którym przegrupowywano konwój.

Konwój Strueckera

W kolumnie trzech aut Strueckera, które wyruszyły do bazy z rannym Blackburnem nie było operatora Delty – Hootena (Eric Bana). W filmie widać, że to indywidualista i działał głównie sam, tymczasem nie odstępował on członków czteroosobowego oddziału, w jakich operowała Delta. Zamiast niego w konwoju jechał sierżant John Macejunas, a Hooten ze swoimi ludźmi walczył blisko grupy Rangersów kapitana Steela. W mini konwoju jechał też Hummer z komandosami Navy Seals. Działania filmowego Hoota bardziej przypominają to, co w rzeczywistości robił sierżant Macejunas.

Mini konwój Strueckera po dotarciu do bazy z rannym Blackburnem i martwym Dominikiem Pillą dość szybko wyruszył z powrotem do walki. Część scen pokrywa się z faktami, jak choćby uparty Sizemore, chcący iść do boju pomimo gipsu na łokciu. Zmieniono jednak powód kontuzji Rangera – w filmie była mowa o wypadku przy grze w ping ponga. W rzeczywistości żołnierze mieli rozegrać mecz w siatkówkę – oficerowie kontra niżsi stopniem. Przed meczem czy w trakcie miało dojść do jakichś niegroźnych bójek i przepychanek, a Sizemore nabawił się przy nich urazu łokcia. Struecker naprawdę musiał motywować jednego z żołnierzy, by pomimo strachu wrócił do walki.

W konwoju znalazło się sporo ochotników na co dzień nie biorących udziału w akcjach bojowych, jak kucharze czy rusznikarz, a oprócz Hummerów jechały jeszcze dwie 5 tonowe ciężarówki. Struecker wyruszył do miasta, ale nie krążył po nim do zmierzchu, kiedy Hoot wysiada z paroma żołnierzami, by przedostać się do wraku Duranta na pieszo. Wprawdzie próbował dotrzeć do drugiego śmigłowca, lecz blokady ustawione były tak, że było to praktycznie niemożliwe. Durant wspominał potem, że leżąc ranny w śmigłowcu słyszał nawet strzały z karabinu M2 zamontowanego na Hummerze konwoju Stureckera. Nie zdziaławszy zbyt wiele, wrócili do miejsca zbiórki sił ONZ, jeszcze za dnia by razem z posiłkami wyruszyć wieczorem po raz trzeci do miasta.

Brutalność pola walki

Wstrząsające sceny ukazujące brutalność pola walki i kruchość ludzkiego ciała nie były wymysłem filmowców. Chowanie w szoku oderwanej ręki do torby/kieszeni, korpus bez dolnej części z nogami, niewypał granatu RPG w brzuchu Kowalewskiego – to wszystko rzeczywiście miało miejsce podczas walk w mieście.

Zestrzelenie śmigłowca Super 6-4

Po zestrzeleniu drugiego śmigłowca pilotowanego przez Duranta, nad terenem katastrofy cały czas krążył Black Hawk Super 6-2 Goffeny z trzema snajperami Delty na pokładzie, a nie dwoma, jak to pokazuje film. Oprócz Shugharta i Gordona był tam jeszcze Brad Hallings i początkowo to wszyscy trzej prosili o wysadzenie ich, by zabezpieczyć wrak. W czasie oczekiwania na zgodę jeden z mechaników obsługujących miniguna został ranny i Hallings zastąpił go, co prawdopodobnie uratowało mu życie. Film dość wiernie pokazuje słynną scenę niesłychanego poświęcenia dwóch operatorów Delty broniących kolegi do ostatniego pocisku, którzy lądując prawdopodobnie wiedzieli już, że nie dadzą rady powstrzymać tłumu. Małym wyjątkiem jest miejsce ułożenia Duranta, którego przeniesiono pod drzewo, a nie zadaszenie.

Film nie pokazuje za to, że pilot Goffena robił co mógł i wykorzystywał cały śmigłowiec do pomocy snajperom. Ciągle nawracał i przelatywał na niskiej wysokości odpychając podmuchem wirnika napierający tłum. Niskie latanie przy karabinach i RPG było jednak ryzykowne. W końcu Super 6-2 został także poważnie trafiony – helikopter przechylił się na prawo i przemknął nie więcej niż 10 metrów nad dachami z prędkością 200 km/h. Drugi pilot Yacone nie dawał znaków życia w fotelu, a snajperowi Hallingsowi urwało nogę. Instrumenty na przedniej tablicy były rozerwane, ale jakimś cudem Black Hawk wciąż dawał się pilotować. Goffenie udało się dotrzeć na zajmowany przez Rangersów teren portu i wykonać awaryjne lądowanie, podczas którego urwało się podwozie z prawej strony.

Durant został rzeczywiście uratowany przed linczem tłumu przez jednego z członków somalijskiego klanu – nie chodziło tu jednak o Habar Gidir i Aidida. Najpierw był to jeden z pomniejszych klanów, który musiał oddać Duranta po spotkaniu innej, znacznie silniejszej grupy i dopiero od niej Habar Gidir mógł pilota odbić lub wykupić.

Nocne oblężenie w mieście

Rangersi Steela z operatorami Delty rzeczywiście zajęli jeden z budynków i przygotowali się nocnej obrony. W międzyczasie wysyłano do dowództwa niezliczoną ilość próśb o szybki transport ratunkowy dla ciężko rannego Smitha i paru innych. Żołnierzom brakowało też wody i amunicji – wszyscy spakowali się na łatwą, dwugodzinną misję. W dowództwie zdawano sobie jednak sprawę, że lądowanie śmigłowca w tak „gorącej” strefie bitwy, to kolejny wrak na ziemi. Pomimo tego generał Garrison zdecydował o wysłaniu zaopatrzenia swoim ludziom. Black Hawk Super 6-6 pojawił się nad “Alamo” wieczorem i zawisł na 30 sekund – o 28 za dużo, jak później przeklinał jeden z operatorów Delty. Ten czas wystarczył, żeby jeden z ludzi na pokładzie został ranny w twarz, a silnik, przekładnię i wirnik podziurawiono kulami. Black Hawk wytrzymał jednak ostrzał i oddalił się czym prędzej do bazy, a żołnierze otrzymali zapasy, które miały pomóc im przetrwać noc.

Konwój z odsieczą

Kiedy ludzie Steela umacniali swoje pozycje w budynkach, przez cały czas trwały przygotowania do wysłania odsieczy – potężnego konwoju, który mógłby przedrzeć się przez miasto, bez względu na napotkany opór. Było to niezwykle skomplikowane zadanie, gdyż wymagało dogadania szczegółów z Pakistańczykami i Malezyjczykami, a więc  pokonania różnic kulturowych, językowych i ambicji różnych dowódców w narzucaniu swoich wersji planu działania. Trudno było też znaleźć kierowców potrafiących prowadzić ciężarówki w goglach noktowizyjnych, znacznie zwężających pole widzenia. Do oddziału ratunkowego włączono również “zagubiony” konwój podpułkownika McKnighta, który w końcu wrócił do bazy i samochody z kolumny Strueckera.

Konwój ratunkowy ciągnął się na długości 4 kilometrów i liczył ponad 100 pojazdów – w tym cztery czołgi i osiem transporterów opancerzonych! Połowa orszaku w pewnym momencie oderwała się i pojechała w kierunku wraku Black Hawka Duranta, podczas gdy pozostali udali się do śmigłowca Wolcotta. To właśnie wtedy z konwoju wyruszył mały pieszy oddział pod dowództwem sierżanta Delty Macejunasa (a nie Hootena), by zabezpieczyć wrak Super 6-4. Nie mieli oni pojęcia o losie towarzyszy, dlatego krzykiem co chwila przywoływano Shugharta, Gordona, Duranta i innych. Tak jak na filmie, wrak wysadzono, by tajne instrumenty awioniki, systemy szyfrowania komunikacji  nie dostały się w niepowołane ręce, po czym oddział wrócił do pojazdów. Wielogodzinne rozcinanie wraku Super 6-1 osłaniało mnóstwo żołnierzy, a mimo to dochodziło do wymian ognia.

Mogadishu Mile

Dalsze wydarzenia ukazujące słynną Mogadishu Mile, czyli bieg Rangersów i Delty po ulicach miasta pokrywają się ze sobą jedynie w drobnych szczegółach, jak choćby starzec niosący martwe dziecko (autor książki dodaje tu, że było ono całe zakrwawione). Największą różnicą jest tu fakt, że żołnierze nie biegli za pojazdami całej drogi aż do stadionu, gdzie zorganizowano szpital dla rannych, a jedynie do miejsca spotkania z 10. Górską, wyznaczonym na ulicy National Street. W dwukilometrowym marszu uczestniczyli również członkowie 10. Górskiej. Żołnierze dotarli do skupiska czołgów i transporterów opancerzonych, które zabrały ich albo na stadion, albo na lotnisko do bazy Rangersów.

W filmie widzimy symboliczną scenę gdy Erica Bana, czyli Hoot, po dotarciu na stadion pakuje amunicję, by natychmiast wyruszyć na poszukiwania Duranta, jego załogi i snajperów Delty. W rzeczywistości wszyscy operatorzy Delta Force na stadionie załadowali się do śmigłowców Little Bird i odlecieli do głównej bazy Task Force Ranger na lotnisku, by tam przygotować się właściwie do powrotu do miasta. No one gets left behind!

Mogadishu 20 lat później

Grany w filmie przez Brian Van Holta sierżant Struecker powrócił do Mogadiszu w 2013 roku, w dwudziestą rocznicę wydarzeń, i ponownie przejechał ulicami stolicy Somalii, gdzie prowadził konwój w swoim Hummvee – tym razem jako cywil i pasażer opancerzonego SUVa (Mogadiszu to ciągle bardzo niebezpieczne miejsce). Efektem tej wizyty był krótki, dziesięciominutowy film „Return to Mogadishu”, w którym możemy posłuchać wspomnień byłego Rangera i zobaczyć, jak miejsce krwawych walk wygląda dzisiaj.

Ocalenie wraku Super 6-1

W filmie widzimy żołnierzy Delty, którzy wysadzają wraki zestrzelonych śmigłowców – to standardowa procedura, by kluczowe, czasem tajne elementy awioniki nie dostały się w niepowołane ręce. Najciekawsze jest to, że szczątki pierwszego zestrzelonego w mieście Black Hawka Super 6-1 pozostawione w wąskiej uliczce, nie zostały nigdy usunięte przez Somalijczyków!

Z czasem zakopano je płytko pod ziemią i przetrwały tam niemal 20 lat. David Snelson i Alisha Ryu – małżeństwo posiadające prywatną firmę Polaris Business Intelligence & Investigations (Pbi2) zajmującą się doradztwem i wszelką obsługą prowadzenia interesów w Afryce – poświęciło mnóstwo czasu, wysiłku i większość swoich oszczędności, by w porozumieniu z wieloma liderami lokalnych klanów dostać w końcu pozwolenie na bezpieczne wydobycie i zabranie wraku Super 6-1. Starania rozpoczęto wiosną 2012 roku. W sierpniu 2013, na krótko przed 20. rocznicą, szczątki śmigłowca przybyły do Stanów Zjednoczonych i są częścią ekspozycji w muzeum sił specjalnych w Północnej Karolinie.

Wirnik Super 6-1 i snajperzy Delty w muzeum sił specjalnych. Źródło: U.S. Army Center of Military History

Black Hawk Down w grach video

W 2003 roku historia doczekała się gry komputerowej o tym samym tytule, co książka i film. Z oczywistych powodów jednak produkcja Novalogic bazowała głównie na celu samej operacji i luźnych nawiązaniach do misji Irene przy końcu fabuły, a nie realnej historii autentycznych żołnierzy. Całkiem dobra jak na tamte czasy, oferowała jednak słabą narrację – w decydującym momencie zestrzelenia śmigłowca gracz był kompletnie wytrącany z klimatu przez koniec gry i ekran podsumowujący misję. Ewidentnie zabrakło tam jakieś fajnej cutscenki i zupełnie innego rozłożenia „zadań” dla gracza.

Wszystko to naprawia jednak odświeżona wersja tej kampanii, przygotowana zupełnie od nowa przez chińskie studio i co najlepsze – dostępna zupełnie za darmo na komputerach PC i konsolach. Chińczycy poszli tutaj po bandzie i odtworzyli niemal z fotograficzną dokładnością wszystkie kluczowe sceny z filmu. W tej grze po prostu przenosimy się do filmu Ridleya Scotta. idziemy tymi samymi drogami, co aktorzy wcielający się w swoje role. Przerywniki filmowe to sekwencje z filmu pokazane kadr po kadrze, mamy nawet twarz Erica Bany i Josha Hartnetta u growych postaci. Początkowo zaczynała się również kadrami i muzyką z filmu, ale te elementy dość szybko usunięto.

Wady? Twórcy nie chcieli, żeby grę ukończyć zbyt szybko, bo jest to zaledwie kilka misji z operacji Irene, dlatego gra ma bardzo wysoki poziom trudności. Etapów praktycznie nie da ukończyć się z marszu – trzeba wyuczyć się gdzie i kiedy pojawiają się przeciwnicy przez wielokrotne powtarzanie misji – coś jak przy trudnej platformówce. Można też zagrać w trybie kooperacji do 4 osób, ale wtedy poziom trudności rośnie jeszcze bardziej. Mimo to warto, bo klimat filmu wylewa się z gry hektolitrami!

Dawno temu był jeszcze fanowski dodatek do ARMA 2. Mini kampania oferowała sensowe, zbieżne z faktami misje, muzykę i dialogi wprost z filmu, oraz zbiór najlepszych dodatków z adekwatnymi modelami jednostek wojskowych, uzbrojenia.

Źródła:
Mark Bowden – Black Hawk Down
Forum AR15.com
Wikipedia
Film – The true story of Black Hawk Down
Film – Black Hawk Down – Somalia – Good Intentions, Deadly Results

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *